''Dunkierka'', reż. Christopher Nolan - recenzja

|
Kamil Bogdański


Nolan to ciekawy przypadek we współczesnym kinie rozrywkowym. Jako jeden z nielicznych hollywoodzkich reżyserów może pozwolić sobie na realizację w pełni autorskich projektów, korzystając przy tym z niemal nieograniczonych budżetów największych filmowych wytwórni. W "Dunkierce" twórca "Memento", mrocznej trylogii o Batmanie, i "Interstellar"  zabiera nas w sam środek wojennych wydarzeń, odwołując się do jednej z najbardziej dramatycznych operacji przeprowadzonych przez Aliantów w czasie II wojny światowej.  


Wojenne widowisko Nolana łączy w sobie najlepsze cechy jego twórczości, na czele z wizualną maestrią i montażową zabawą z chronologią. Akcja filmu podzielona została symultanicznie na trzy dynamiczne epizody, rozgrywające się równolegle w trzech różnych lokalizacjach (na lądzie, morzu i w powietrzu) oraz na trzech planach czasowych (godzina, dzień oraz tydzień). Widzowie bardziej zaznajomieni z twórczością brytyjskiego reżysera, bez problemu doszukają się w jego filmach wspólnego mianownika - czasu. To właśnie on odgrywa w "Dunkierce" rolę pierwszoplanową. Wyznacza po pierwsze - ramy struktury narracyjnej, a po drugie - temat przewodni (nieustające tykanie zegara) muzycznej partytury Hansa Zimmera. Dla mnie uświadomowych: swoje fascynacje zagadnieniem czasu, Nolan zdradzał już podczas realizacji "Memento", gdzie posłużył się narracją wsteczną i mozaikową konstrukcją. Również w przedostatnim swoim filmie - "Interstellar", obudował on fabułę wokół tematyki czasu i przestrzeni, sięgając znacznie dalej, bo do teorii względności Alberta Einsteina. Absolutną doskonałość w tej materii osięgnął jednak bez wątpienia w „Incepcji”, gdzie podzielił fabułę na kilka struktur narracyjnych, na wzór warstw snu (na każdej z nich czas upływał oczywiście w różnym tempie). Żaden z tych filmów nie byłby jednak dziełem kompletnym, gdyby właśnie nie muzyczna ilustracja Hansa Zimmera. Niemiecki kompozytor stosuje tutaj wywodzącą się jeszcze ze Złotej Ery i zaczerpniętą od Richarda Wagnera, strukturę lejtmotywiczną, skutkującą ciągłym podtrzymywaniem napięcia (pojawienie się lejtmotywu motywowane było nie muzycznymi, a właśnie dramaturgicznymi potrzebami kompozycji).


Nolan umieszcza swoich bohaterów w samym centrum wydarzeń i w zasadzie nie pozwala nam żadnego z nich lepiej poznać. Jednostkowe postaci pozbawione zostały określonej tożsamości. Wzamian dostajemy zbiorowego bohatera historycznych wydarzeń, zmagającego się jednocześnie z naturą i materią. Zło przybiera w "Dunkierce" postać fruwających nad głowami bombowców, świszczących pocisków z karabinu i torped odpalanych przez łodzie podwodne. Niemiecki przeciwnik jest tak naprawdę bezosobowy, nie posiada twarzy, ani nawet imienia. Sprawia to, że ukazana na ekranie historia moze być traktowana uniwersalnie - po obu stronach barykady mógłby stanąć właściwie ktokolwiek. Dla reżysera ważniejsza od prostego podziału „my” i „oni” okazuje się perspektywa „tu” i „teraz”, skutkująca w konsekwencji silnym pogłębieniem emocji i dramaturgii; tak, jak na prawdziwym froncie, tak i tutaj, w fikcyjnie wykreowanej rzeczywistości ekranowej, bohaterowie nie mają czasu na wchodzenie ze sobą w złożone interakcje - liczą się tylko dwie rzeczy: uciec i przetrwać.
Absolwentowi łódzkiej filmówki  - operatorowi Hoyte van Hoytemie znakomicie udało się oddać osamotnienie i zaszczucie alianckich żołnierzy oraz wszechobecne poczucie zagrożenia, które mimo, że anonimowe  - to bez wątpienia realne (wszak tego, czego nie widzimy boimy się najbardziej). Duża w tym zasługa dynamicznej, "żyjącej" kamery, która niemal bez przerwy spogląda na przerażone twarze Aliantów - bez względu na to, czy ci znajdują się akurat w ciasnym kokpicie samolotu, na pokładzie zatłocznego statku czy też pod wodą.
Pod wszystkimi tymi względami, w kategoriach kina wojennego, to film wręcz awangardowy, wznoszący filmowy realizm na zupełnie nowy poziom.


Jest "Dunkierka" również świadectwem reżyserskiego tryumfu, a zarazem dowodem niezwykłego zmysłu plastycznego i wielkiego talentu brytyjskiego reżysera do poruszania się w filmowej materii. Nolan od lat konsekwentnie rewolucjonizuje kino pod względem wykorzystywanych środków filmowego języka. W tym przypadku szczególnie imponują dwie kwestie: decyzja zastasowania masywnych, imaxowych kamer i taśm w formacie 70 mm oraz rezygnacja z komputerowych efektów specjalnych na rzecz praktycznych; w filmie wykorzystano repliki autentycznych maszyn bojowych, w tym słynnych, brytyjskich Spitfire'ów, a także - co godne odnotowania - skorzystano z pomocy sześciu tysięcy statystów.
Jeśli mowa o aktorach, nie sposób nie pochwalić udanych decyzji castingowych. Obok znajomych twarzy aktorskich weteranów -  Marka Rylance'a, Cilliana Murphy'ego, Kennetha Branagha, czy chowającego się za maską Toma Hardy'ego, na ekranie pojawiają się także aktorzy dotąd nieznani blockbusterowej widowni (m.in. Harry Styles - eks-członek brytyjsko-irlandzkiego boysbandu).

Małe zastrzeżenie mam jedynie do samego zakończenia - ostatnie pięć minut wygląda jak przeklejone z całkowicie innej produkcji. Na pierwszy plan wysuwa się pod koniec łopatologiczna dosłowność: w obliczu tak dramatycznych wydarzeń, już samo przetrwanie może okazać się zwycięstwem. I ja się z tym oczywiście zgadzam, ale byłbym znacznie bardziej usatysfakcjonowany, gdyby film zakończył się 10 minut wcześniej. Niemniej, dzięki temu, można "Dunkierkę" czytać również jako film patriotyczny o odwadze, determinacji i poświęceniu.

PS. Jeśli macie taką możliwość, obejrzyjcie „Dunkierkę” w kinach IMAX - na tych wielkich ekranach w pełni docenicie jej piękno.

***

Obsada: Tom Hardy, Cillian Murphy, Mark Rylance, Kenneth Branagh, Harry Styles
Scenariusz i reżyseria: Christopher Nolan
Producenci: Christopher Nolan, Emma Thomas
Zdjęcia: Hoyte van Hoytema
Scenografia: Nathan Crowley, Gary Fettis
Montaż: Lee Smith
Kostiumy: Jeffrey Kurland
Muzyka: Hans Zimmer
Produkcja: Holandia, Francja, Wielka Brytania, USA, 2017
Czas trwania: 106 minut


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Featured Post

''Faworyta'' (2018), reż. Yorgos Lanthimos - recenzja

Kto z nas nie chciałby choć przez moment zasmakować władzy niech pierwszy rzuci kamieniem. Możliwość wywierania przez jednostkę rzeczywiste...

Popularne posty

(C) Copyright 2018, All rights resrved Poza Kadrem. Template by colorlib