W 1922 roku Wilfred James miał wszystko - ogromną, 100-hektarową ziemię, pomocnego syna i opiekującą się domem żonę. Jednak tamto lato zamieniło tę pozorną sielankę w piekło - właśnie wtedy, mężczyzna z pomocą zmanipulowanego przezeń syna, pod wpływem  egoistycznych pobudek, zamordował swoją żonę, bez najmniejszych skrupułów podcinając jej gardło, a ciało wrzucił do wykopanej przed domem studni. 
 „Wierzę, że w człowieku drzemie druga natura. Przebiegła i zła." - mówi z offu bohater grany przez Thomasa Jane'a, próbując usprawiedliwić popełnione przed paroma laty czyny. Te słowa, szczera, osobista spowiedź, w trakcie której poznamy okoliczności zbrodni, będą przyczynkiem do ukazania na ekranie łańcucha makabrycznych wydarzeń. Z jednostkowego studium psychozy i paranoi, "1922" dość szybko zamienia się w obraz gehenny, ukazujący moralną zgniliznę obserwowanych na ekranie postaci.


"1922" to bardzo surowy obraz amerykańskiego miasteczka z czasów prohibicji, kiedy susza lub gwałtowna śnieżyca, potrafiły na dobre zniszczyć uprawiane przez cały rok plony. King, ten z pozoru sielankowy, małomiasteczkowy klimat, zderza z rodzącym się w zaciszu czterech ścian szaleństwem. Przyszły horror, jak to bywa u amerykańskiego mistrza grozy, jest bezpośrednią konsekwencją decyzji bohaterów, którzy - nie zawsze świadomie - odkrywają w sobie (prawdziwą?) mroczną naturę. Główny bohater zabija żonę głównie z chwciwości, ale także z powodu przywiązania do ziemi i chęci podtrzymywania tradycji, z którą kobieta planowała zerwać, wyprowadzając się do miasta. Nawet, jeśli King stara się początkowo szukać usprawiedliwienia dla popełnianych przez bohaterów swoich książek zbrodni, to w ostateczności sprawiedliwości i tak musi stać się zadość. W związku z tym, także i Wildfreda zacznie w końcu prześladować zżerające od środka poczucie winy. Będzie musiał zmierzyć się on z konsekwencjami czynów, które swym zasięgiem obejmą całe jego najbliższe otoczenie.
Na barkach Thomasa Jane'a spoczywał zatem cały ciężar opowiadanej historii. Aktor zerwał tutaj ze swoim dotychczasowym emploi - jego bohater to zgarbiony, patrzący spode łba, wychudzony i bezwzględny redneck, który nie cofnie się przed niczym, by zatrzymać dla siebie farmę, należącą do niewylewającej za kołnierz żony. Jane wspina się tutaj na wyżyny swojego talentu, przez co występ w telewizyjnej produkcji może okazać się dla niego z perspektywy czasu - paradoksalnie - jednym z najważniejszych w karierze.


Ogromną zaletą "1922", obok świetnego aktorstwa, jest także umiejętne budowanie napięcia i - podobnie jak w przypadku "Lśnienia" - stopniowe zagęszczanie atmosfery. Zak Hilditch, który jest także autorem scenariusza, z wyczuciem i finezją prowadzi narrację; często powolnie, ale kiedy już trzeba - potrafi docisnąć gaz do dechy.  Jego film, będący adaptacją jednej z nowel pochodzących ze zbioru "Czarna, bezgwiezdna noc", to mrożąca krew w żyłach opowieść o rodzącym się szaleństwie i nieukojonym poczuciu winy. O grozie, która czai się nie w ciemności, lecz w ludzkim umyśle. 
Po  "Grze Geralda", to kolejna próba zekranizowania przez Netflixa mniej znanego z tekstów Kinga, a przy tym bardzo udana, chociażby w odniesieniu do wysokobudżetowej "Mrocznej wieży", która okazała się klapą, zarówno finansową, jak i artystyczną. Czerwona platforma po raz kolejny udowodniła, że książkowym adaptacjom nie są potrzebne ogromne fundusze, jeśli w ich produkcje włoży się choćby odrobinę serca.





Film dostępny na:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Featured Post

''Suspiria'' (2018), reż. Luca Guadagnino - recenzja

Przynajmniej raz w roku ma miejsce premiera filmu, który dzieli krytyków oraz widownie na dwa przeciwstawne obozy. Ci pierwsi zazwyczaj wyc...

Popularne posty

(C) Copyright 2018, All rights resrved Poza Kadrem. Template by colorlib