''Długi weekend'' (1978), reż. Colin Eggleston - recenzja

|
Kamil Bogdański
W latach 70., w czasie największej ekspansji amerykańskiego przemysłu filmowego klasy B przez tak zwane kino eksploatacji, na Antypodach powoli zaczynała kształtować się nowa jego gałąź; australijskie ozplotitation - bo o nim mowa, podobnie do swego amerykańskiego krewnego, charakteryzowało się dosadnymi scenami zbrodni, perwersją, brutalnością, a także wszechobecną moralną zgnilizną. Wyreżyserowany przez Australijczyka Colina Egglestona "Długi weekend", choć zaliczany do ozploitation, daleki jest jednak od czołowych dokonań nurtu. Można powiedzieć, że jest to swego rodzaju animal attack, jednak z odwróceniem proporcji i ról; opowiada co prawda o zemście Matki Natury, ale zemsta ta ma tu swoje uzasadnienie: wynika bowiem z destruktywnego, nieodpowiedzialnego eksploatowania jej zasobów przez człowieka. Na pierwszy rzut oka sporo więc w filmie Egglestona punktów stycznych z "Ptakami" Hitchcocka, ale tam, gdzie Brytyjczyk ataki tytułowych zwierząt pozbawił pobudek racjonalnych, stawiając raczej na atmosferę grozy niż logikę, Eggleston intensyfikuje tę grozę dzięki dodaniu pesymistycznego wydźwięku i usprawiedliwieniu ataków okolicznej fauny (a także rzecz jasna - flory) poprzez podkreślenie jej tragedii. Ten reżyserski manifest, wraz ze swoim proekologicznym przesłaniem, łączy się również w ciekawy sposób z opowieścią o kryzysie męskości, przeciwstawiając racjonalny pierwiastek kobiecy z męskim - eskapistycznym, niedojrzałym.

Fot. kadr z filmu Długi Weekend

Główni bohaterowie to małżeństwo trzydziestolatków - Peter (John Hargreaves) i Marcia (Briony Behets), które decyduje się wyruszyć na kemping w miejsce oddalone od miejskiego zgiełku. Dla pary wyprawa w rejony australijskiej dziczy ma być okazją dla wskrzeszenia wypalającego się uczucia, a dla kobiety dodatkowo - szansą na przepracowanie osobistej traumy mającej związek z niedawnym wydarzeniem. Podróż ta jednak okazuje się koszmarnym błędem. W związku z nieposzanowaniem okolicznej natury, biwakowicze dość szybko narażają się na jej gniew. Już jedna z pierwszych scen, zaczynająca się nota bene od małego hitchckokowskiego trzęsienia ziemi - potrącenia kangura i nieudzieleniu mu pomocy, sugeruje, że historia nie zakończy się dla turystów happy endem. Tym bardziej, że w międzyczasie dopuszczają się oni (a właściwie głównie Peter) kolejnych przewinień: puste butelki po piwie lądują w oceanie, bezmyślne wystrzały z broni palnej płoszą zwierzęta, a jedna pomyłka doprowadza do śmierci pewnego ssaka w bolesnych męczarniach. 
Rzeczona zemsta ze strony Natury nie zbierze jednak swych krwawych plonów od razu - najpierw bohaterowie otrzymają od niej liczne sygnały, ostrzeżenia. Dopiero później, w wyniku niezaprzestania niszczycielskiej aktywności, okoliczne zwierzęta wystosują w stronę bohaterów swój arsenał ostrych kłów i szponów. 

Fot. kadr z filmu Długi Weekend

Co istotne - przyjęta forma filmu, w szczególności ujęcia z wykorzystaniem perspektywy żabiej lub ptasiej, służy idei scenariusza. Mnóstwo przebitek podkreślając piękno dzikiej natury, tworzy wokół niej trudną do zdefiniowania mistyczną aurę. Świetne są szczególnie te ujęcia, w których na pierwszym planie znajduje się flora, natomiast sylwetki bohaterów dostrzegalne są w dalszym tle. Również muzyka potęguje tę enigmatyczną atmosferę: złowrogie dźwięki intensyfikują napięcie, zasiewając w widzu ziarno podskórnego niepokoju.

"Długi weekend" stanowi przykład kina, które budzi autentyczne współczucie wobec istot na niższych szczeblach drabiny ewolucyjnej. Człowiek przedstawiony zostaje przez australijskiego reżysera jako zdziczały, paradoksalnie - słabiej rozwinięty i niepotrafiący koegzystować w zgodzie z naturą. To film, który obejrzeć powinien każdy, by przejrzeć na oczy. Zatrważa fakt, że mimo iż ten powstał 40 lat temu, w mentalności ludzi niewiele się tak naprawdę zmieniło. Jeśli wybieracie się na wakacje, pamiętajcie o zabraniu ze sobą śmieci i poszanowaniu miejscowej przyrody. Nigdy bowiem nie wiecie, czy ta nie odpłaci się Wam kiedyś pięknym za nadobne.

8

bardzo dobry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Featured Post

''Suspiria'' (2018), reż. Luca Guadagnino - recenzja

Przynajmniej raz w roku ma miejsce premiera filmu, który dzieli krytyków oraz widownie na dwa przeciwstawne obozy. Ci pierwsi zazwyczaj wyc...

Popularne posty

(C) Copyright 2018, All rights resrved Poza Kadrem. Template by colorlib